Już od ponad tygodnia nie potrafię wygospodarować wystarczająco dużo czasu, aby napisać coś nowego. Nareszcie mamy wyczekany weekend i mogę wypluć z siebie wszystkie uzbierane myśli. Zaczynam!
Chciałbym wrócić do początku wakacji w 2011 roku. Od kilku lat wydarzeniem rozpoczynającym mój wypoczynek jest Opener w Gdyni. Niestety z przyczyn logistycznych i finansowych tym razem mogłem być tylko na pierwszym dniu festiwalu. Nie byłem zbytnio zasmucony tym faktem, bo obsada imprezy była najsłabsza od lat. Magnesem był zespół Coldplay ze swoich pierwszym koncertem w Polsce, na który fani czekali od dawna. Od lat śledzę ich karierę i po prostu musiałem tam być. Mimo, że byłem tylko na jednym dniu to wspominam go jako jeden z najszczęśliwszych w moim życiu. Spacery po miasteczku festiwalowym, leżenie na trawie, koncerty, powrót do domu i wszystko to w wyjątkowym towarzystwie. Przed Coldplay na głównej scenie występował The National. Nie znałem tego zespołu wcześniej, ich nazwa była mi całkowicie obca. Już od pierwszego utworu miło połechtali moją muzyczną wrażliwość. Każdy kolejny sprawiał, że zaczęli mi się coraz bardziej podobać. Ujęły mnie: ich elegancki ubiór, zarost, perkusista podobny do Lennona, bliźniacy grający na gitarach i wokal Matta Berningera. Koncert The National skończył się dla mnie tym, że musiałem przeprowadzić akcje ratunkową. Szybka ucieczka z gęstego tłumu i wszystko skończyło się dobrze. Nie byłem zawiedziony z tego powodu, bo wieczorem czekała rekompensata w postaci pięknego uśmiechu za zasługą Coldplay. Kilka dni później dosłownie rzuciłem się na High Violet, czyli piątą płytę zespołu z Cincinnati.
Kilka słów o płycie, bo to właśnie o niej chciałem napisać. High Violet jest naprawdę udanym krążkiem. Płyta jest równa, spójna i muzycznie dopracowana. Z jedenastu utworów znajdujących się na płycie chciałbym wyróżnić cztery. Anyone's Ghost polecam w aranżacji dostępnej w linku. Gdy słucham tej piosenki to wydaje mi się, że muzyka przemienia się w ciężkie ciemne chmury przykrywające mnie niczym pierzyna. Wokal, przejmujący dźwięk gitary i skrzypce wydobywają ze mnie wiele emocji. Następny utwór nazwą nawiązuje do miejsca powstania zespołu. Bloodbuzz Ohio, które stało się jednym z najbardziej znanych szerokiej publiczności dokonaniem grupy. Nie ukrywam, że to od niej zacząłem szukanie The National w internecie. Wyraźny perkusyjny początek i niesamowity głos Berningera budują napięcie, które znajduje ujście dopiero w instrumentalnym zakończeniu. Conversation 16, które doczekało się naprawdę fajnego teledysku odkryłem ostatnio na nowo. Piosenka posiada wyjątkowo ciekawy tekst, a fraza: ''I was afraid I'd eat your brain, Cause I'm evil'' głęboko zapada w pamięci. Na koniec Vanderlyle Crybaby Geeks, które przypomniało mi się ostatnio przy okazji internetowych poszukiwań. Wykonanie dostępne w linku jest wyjątkowe jak gość, który wspiera The National, czyli Bon Iver. Gdy to odkryłem od razu zacząłem się tym dzielić z innymi wielbicielami takiego grania. Mocną stroną utworu jest piękny tekst i niepowtarzalny wokal. Dzisiaj podczas przygotowywania ogrodu do przywitania wiosny cały czas nuciłem: ''Vanderlyle crybaby cry''.
Na zakończenie chciałbym polecić resztę utworów z High Violet i pozostałą twórczość The National. Z ręką na sercu mogę przyznać, że są dla mnie największym muzycznym odkryciem 2011 roku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz